Złota era komiksów dla polskiego czytelnika to zdecydowanie lata dziewięćdziesiąte. Do dziś przez wielu nieodżałowany wydawca TM-Semic miesięcznie publikował wtedy kilkanaście serii będących przede wszystkim przedrukami amerykańskich tytułów „superbohaterskich”. Superman, Spider-Man, X-Men czy Batman to pozycje na których i ja się wychowałem.

 

Dzisiaj komiksów czytam mniej, jednak ilość staram się przełożyć na jakość. Oferta jest znacznie bogatsza, a i dostępność nieporównywalnie większa niż kiedyś. Sam komiks również bardzo się rozwinął, szczególnie ten kojarzony stereotypowo z „facetami w rajtuzach”. Współczesne historie graficzne poruszają poważniejsze tematy, nie unikają tabu i są zdecydowanie bardziej rozbudowane pod względem scenariusza, proponując fabułę znacznie ambitniejszą i tym samym atrakcyjniejszą dla dorosłego czytelnika. Nie inaczej jest w przypadku kwestii wizualnej – tutaj również dokonał się skok jakościowy przynajmniej o kilka poziomów w górę, a rozwój grafiki komputerowej i rysunku cyfrowego, przede wszystkim w kwestii kładzenia koloru sprawił, że topowe komiksy niczym już nie przypominają tytułów sprzed lat.

Jeśli mówimy o komiksie „superbohaterskim” to jedną z postaci, która najwięcej zyskała na postępie jakościowym na pewno będzie Batman. Człowiek nietoperz zawsze słynął z ciekawych historii – był najbardziej ludzki, nie pozbawiony wad, a jego postać nie posiadała żadnych supermocy, no chyba, że do takich chcemy zaliczyć wybitny zmysł detektywistyczny. W kolekcji mrocznego rycerza znajdziemy wiele świetnych historii, a do tych najsłynniejszych na pewno zaliczają się „Year One”, „Death In The Family”, „The Dark Knight Returns”, „Killing Joke” czy „KnightFall”. Kilka dni temu trafiłem na „The Black Mirror” i z miejsca dopisuje ją do tej listy.

batman_black_screen_00

NOWE OBLICZE NIETOPERZA

Zasiadając do „Batman: The Black Mirror” (scenariusz: Scott Snyder, rysunki: Francesco Francavilla, Jock) trzeba być świadomym kilku faktów. Jest to historia, jak na uniwersum Mrocznego Rycerza, relatywnie młoda (wydana przez DC Comics w 2011 roku), a przedstawiona w niej komiksowa rzeczywistość jest wynikiem przetasowań zilustrowanych w „Final Crisis”. Największą nowością dla osób nie obeznanych w chronologii Batmana, szczególnie w tych nowych wątkach będzie fakt, iż Bruce Wayne nie pojawia się na kartach komiksu ani razu, a strój Batmana przywdziewa Dick Grayson, czyli oryginalny Robin. Konserwatywni fani mogą być zawiedzeni, jednak zapewniam Was, że nowy Batman oferuje znacznie inną, ciekawą dynamikę postaci oraz powiew świeżości i chociażby z tego właśnie względu komiks czyta się naprawdę fajnie.

Historia rozpisana na ponad dwieście stron podzielona jest na trzy części, które całkiem zgrabnie łączą się w finale. To co mi osobiście najbardziej się w niej podobało to położenie nacisku na emocje i interakcje między postaciami oraz na proces śledztwa prowadzonego przez Batmana. Samej typowej „akcji” spod znaku peleryny i maski jest tu znacznie mniej, ale to w moim odczuciu duży plus. Batman w pierwszej kolejności stara się rozwikłać sprawę, a nie tylko latać i trzaskać przeciwników po gębach, choć naturalnie i takie fragmenty musiały się tu znaleźć. Poruszane wątki są naprawdę mroczne, szczególnie w dalszej części historii. Pomijając małą dozę fantastyki (w odniesieniu do jednego z przeciwników), całość stoi twardo na nogach (oczywiście na tyle, na ile historia o zamaskowanym mścicielu może), a klimatem nawiązuje do najlepszych thrillerów i kina sensacyjnego. Obok postaci Człowieka Nietoperza bardzo wyraźnie nakreślone zostały relacje rodziny Gordonów, szczególnie za sprawą istotnej postaci – Jamesa Gordona Juniora. Nie chcę za dużo zdradzać, ale zapewniam Was, że opowieść stoi na bardzo wysokim poziomie i świetnie się ją czyta.

Nie inaczej jest w przypadku kwestii wizualnej – oczywiście to sprawa gustu, ale jak dla mnie styl Francavilla i Jock’a sprawdza się tu naprawdę świetnie. Rwana, dynamiczna kreska sprawia wrażenie stawianej niedokładnie i od niechcenia, przypominając tym samym nieco podrasowany szkic. Dynamika rysunków komponuje się z historią. Podobnie jest w przypadku kolorów – kolejne fragmenty charakteryzują się własną paletą barw, kolorystyka utrzymana jest w tym samym tonie i wygląda to naprawdę świetnie.

 

„Batman: The Black Mirror” to bardzo dobry komiks. Ciekawy, ciężki scenariusz i świetny art work stawia ją w jednym rzędzie z najlepszymi historiami z uniwersum Człowieka Nietoperza. Dodatkowo pokazuje, że fabuła nie musi się kręcić wokół wiecznie tych samych problemów gnębiących Bruce’a Wayne’a. Jeśli będziecie mieli okazję to naprawdę polecam Wam zapoznać się z tym tytułem, myślę, że nie będziecie zawiedzeni.

 

źródło zdjęć: www.google.com

Leave a Reply