collectibles_feature_image

Ktoś kiedyś powiedział, że faceci to duże dzieci i tylko ceny ich zabawek rosną. Cóż, nie zamierzam się z tym kłócić zwłaszcza, że dzisiejszy wpis poświęcony jest pasji, która dla wielu osób będzie po prostu zwykłym kolekcjonowaniem zabawek.

 

Pamiętam, gdy mając osiem lat dostałem od rodziców pierwszego zabawkowego żołnierzyka z serii G.I. Joe. Kosztował 189,000 zł, mógł dowolnie ruszać rękoma i nogami prawie we wszystkich kierunkach, a oprócz tego w pakiecie posiadał karabin maszynowy i plecak (tzw. jet-pack) który po naciśnięciu przycisku wydawał dźwięk wybuchów i strzałów. Byłem zakochany i nic dziwnego, że z czasem liczba moich żołnierzyków urosła do ponad dwudziestu zwłaszcza, że w sklepie niedaleko domu pojawiły się chińskie zamienniki. Podróbki były oczywiście wykonane z dużo niższej jakości materiałów i szybciej się psuły (odpadały im ręce lub pękała wewnętrzna guma spalająca tułów i nogi), nie przeszkadzało mi to jednak w ogóle w urządzaniu wielogodzinnych bitew na kanapie, łóżku czy innych meblach w domu. Oczywiście z zabawek w końcu z czasem wyrosłem, a te które jeszcze się do czegoś nadają leżą dziś w kartonie na strychu i tylko czekają, aż mój dwuletni synek do nich dorośnie. Nie spodziewałem się jednak, że pochodna tamtych dziecięcych fascynacji trafi we mnie znowu po prawie dwudziestu pięciu latach.

 

star_wars_poe_dameron_funkopop

Być może niektórzy z Was są świadomi, że istnieje coś takiego jak branża figurek kolekcjonerskich, popularnych zwłaszcza wśród pasjonatów gier video czy po prostu „geeków” (czyli inaczej osób o dużej wiedzy w konkretnym temacie, podchodzących do niego niezwykle entuzjastycznie). Mnie jakoś przez tyle lat ta zajawka omijała do czasu, w którym postanowiłem sprawić sobie taką figurkę dla podniesienia walorów estetycznych i kreatywnych mojego stanowiska pracy. Jako, że mam dwa takie miejsca przy których regularnie pracuję, zdecydowałem się kupić od razu dwie sztuki. Wybór padł na figurki z serii Funko Pop! Vinyl, a konkretnie Captain Phasme i Poe Damerona z debiutującego wówczas Star Wars Episode VII: The Force Awakens. O fenomenie Funko Pop!ów poczytać możecie trochę więcej w artykule The Rolling Stone pod tym linkiem.

 

Muszę przyznać, że wykonanie figurek jest naprawdę na wysokim poziomie i na biurku obok monitorów prezentują się świetnie. Dodatkową zaletą jest fakt, że producent oferuje wybór postaci spośród chyba wszystkich najpopularniejszych marek popkulturowych – czy są to wspomniane Star Wars, seriale Breaking Bad, Game Of Thrones czy bohaterowie kreskówek i filmów, a nawet prawdziwi muzycy, aktorzy i sportowcy. Każdy znajdzie coś dla siebie.

ryu_neca

Nic więc dziwnego, że zafascynowany wspomnianymi Funko Pop!ami postanowiłem rozeznać się w możliwościach tego rynku trochę bardziej. Kolejnym więc zakupem była wykonana przez firmę NECA figurka kolekcjonerska Ryu – postaci z kultowej serii Street Fighter, która zresztą (zarówno postać jak i seria) od zawsze należała do jednych z moich ulubionych popkulturowych fenomenów. Figurkę sprowadziłem za pośrednictwem serwisu aliexpress, ponieważ w Polsce nie była dostępna. Niedługo potem do kolekcji dokupiłem postać Kratosa z serii gier video God Of War. Modele firmy NECA to już znacznie bardziej zaawansowane „zabawki”, które oferują dużą liczbę konfiguracji (ponad trzydzieści punktów ruchu) układu rąk, nóg, tułowia, głowy, a nawet dłoni i palców stóp. Są też zdecydowanie wyższe od wspomnianych wcześniej Funko Pop!, mierzą standardowo ok. 18 cm. Modele oferują wymienne elementy takie jak głowy czy dłonie i dodatkowe akcesoria (np. uzbrojenie itp.). Jakość odwzorowania jest naprawdę na najwyższym poziomie z bardzo realistycznymi rzeźbieniami. Wato też zaznaczyć, że pudełka w które są opakowane często przystosowane są do ekspozycji wewnątrz nich – tzn. bez konieczności wyciągania ze środka samych figurek. Jedynym sporym minusem produktów firmy NECA jest słaba wytrzymałość przegubów w punktach ruchu, przy standardowej zmianie ustawienia bardzo szybko sie luzują, przez co z czasem przestaje być możliwe odwzorowanie wszystkich pozycji.

 

Jak do tej pory ostatnią figurką kolekcjonerską, która weszła w moje posiadanie jest postać Bumblebee z serii Transformers. Linia Construct-Bots charakteryzuje się tym, że w paczce dostajemy figurkę składającą się z 67 elementów, po złożeniu których otrzymujemy transformersa w pełnej krasie, dodatkowo z możliwością bezproblemowej transformacji do konkretnej maszyny (a w przypadku Bumblebee nawet dwóch: pojazdu i odrzutowca). Robot ma oczywiście wszystkie elementy ruchome i jest bardzo stabilny, do tego naprawdę fajnie wykonany.

god_of_war_kratos_neca
transformers_construct_bots_01
transformers_construct_bots_02

Temat figurek kolekcjonerskich jest bardzo duży i można by o nim długo pisać. Oferta jest bogata, a dostęp do najróżniejszych modeli w dobie internetu jest w zasadzie nieograniczony. Rozmiary i jakość figurek, ale również ich unikalność znajdują jednak swoje odbicie w cenie. Wspomniane przeze mnie modele to koszt rzędu 55-130 zł, jednak w ofercie Aliensgroup –  jednego z większych polskich sklepów poświęconych przedmiotom kolekcjonerskim – znajdziecie figurki również w cenach kilkuset czy nawet … kilku tysięcy złotych!

 

Osobiście ciężko mi powiedzieć czy już złapałem bakcyla czy jeszcze nie. Wiem natomiast, że figurki obok monitora (i te na półce też!) prezentują się świetnie i pozwalają fajnie, kreatywnie spersonalizować stanowisko pracy. Mimo, iż dla wielu wciąż pozostaną zwykłymi zabawkami, dla mnie są przykładem ciekawego designu i specyficzną formą inspiracji. W końcu jak tu nie być kreatywnym, kiedy tuż obok mnie Ryu przygotowuje się właśnie do „Hadoukena”…

 

Zdjęcia: Kacper Tomaszewski (oprócz headera: źródło pexels.com)